"Jeśli nie zaplanujesz sobie weekendu, inni zrobią to za Ciebie.W zasadzie dotyczy to całego życia" cytat z książki.
Powyższa pozycja bardzo mocno mnie zaskoczyła, pozytywnie. Kupiłam tą książkę bez polecenia, nie czytając opisu z tyłu i nie kojarząc zupełnie autorki. Okładka szczerze mówiąc bardziej odpychała niż zachęcała ale byliśmy latem na wakacjach nad morzem i koniecznie chciałam mieć z tamtejszego pobytu pamiątkę. Tradycją taką jest, że z wakacji czy innych wyjazdów przywożę magnes i książkę. Na rynku stał straganik jedyny w tym mieście. Chociaż reklama zachęcała do kupowania nowości to nie znalazłam tam niczego na topie co kojarzyłam z instagramowych profili. Na odczepnego wzięłam Zjeżoną tylko dlatego, że nie chciałam wyjść z pustymi rękami. Nie mając żadnej zachęty pomyślałam, że wezmę coś różowego. Padło na tą pozycję. Brzmi to okropnie wiem, biorę tą głupotę na klatę. Nie jest niczym pochwalnym wybieranie książek po kolorze ale wybór okazał się strzałem w dziesiątkę.
Książkę zaczęłam czytać dwa tygodnie po powrocie do domu i też bardziej z obowiązku bo patrzała na mnie z półki i wywoływała we mnie wyrzuty sumienia. Kiedy ją otworzyłam, zamknęłam dopiero po przeczytaniu. Kilka godzin nie rozstawałam się z powieścią.
Główną bohaterką jest Henia. Trzydziestopięcioletnia, wykształcona dziewczyna z kompleksami, nieidealnym wyglądem, nudnym chłopakiem i przebojową babcią. Zauważa, że zaczyna dusić się w swoim życiu i związku, który wcale zamierza zmienić statusu na narzeczeński. Zbiera się na nietypową dla niej odwagę i przy wsparciu babci zmienia podejście do życia. Poznaje po drodze osoby, które pomogą jej w tej zmianie. Czy ostatecznie uda jej się odnaleźć upragnione szczęście dowiecie się już sami z lekkiej, zabawnej i fenomenalnej powieści.
Moja ocena 10/10 :)
