Staram się regularnie sięgać po książki nieznanych mi jeszcze Pisarzy. Przeważnie tytuły wybranych książek już od jakiegoś czasu nie figurują na szczycie list przebojów ale właśnie o to chodzi, żeby odbiór był tylko mój. Niesugerowany recenzjami na instagramowych profilach.
Nie ukrywam, że sięgając po literaturę danego Autora lubię wyczuć w jakim stylu opowiada historię, a ponieważ nie chcę być nieobiektywna to sięgam nie po jedną, a dwie książki. Z wyborem tych konkretnych dwóch w przypadku Szczepana Twardocha nie był problemu. Przespacerowałam się do biblioteki i wzięłam jedyne dwie, aktualnie dostępne pozycje. Chociaż nie była to miłość od pierwszego wejrzenia to nie żałuję.
Powiedzmy, że Piontek - to akurat nowa, zeszłoroczna książka. Zaczęłam od tej książki całkowicie przypadkiem. Początek zapowiadał się bardzo fajnie, przyjemnie nawet. Mamy starszego, 73-letniego Pana, który przeszedł właśnie na górniczą emeryturę. Z powodu niedosytu życia postanawia wydać wszystkie zaoszczędzone pieniądze na spełnienie porzuconego w młodości marzenia. Od postanowienia do czynu mija zaledwie kilka godzin. Erwin, bo tak ma na imię bohater w mig staje się posiadaczem łodzi. Następnym punktem jest sklep i zaopatrzenie się w prowiant na kilka miesięcy. Gotowy wyrusza w podróż dookoła świata. Tak - dookoła świata.
Chwilę później Autor przenosi czytelnika wiele lat wstecz w dolinę rzeki Auob, gdzie Piontek nie jest już wyruszającym na wodną przygodę starcem, a mężczyzną w wojskowym mundurze. Brzmi zadziwiająco? Niespodzianka? Toteż może zdziwi Was jeszcze bardziej fakt, że go czytelnik przyzwyczai się do tej nieoczekiwanej zmiany to Autor znów szykuje psikusa.
Książka dotyka życia - tego które chcemy mieć i tego którego nie chcemy ale w nim żyjemy. Pokazuje kawałek historii i przyszłości...
Autor: Szczepan Twardoch
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron: Powiedzmy że Piontek - 256
Czas czytania według portalu LubimyCzytać: 4 godz. 16 min.